Jeśli nie rękawem, to czym?

Od dawien dawna ludzie borykali się z problemem kataru. Jak radzono sobie z wycieraniem nosa? Źródła mówią o tym, że starożytni Rzymianie do wycierania nosa oraz potu z czoła używali chusteczki, zwane sudarium. Niestety po upadku Cesarstwa Rzymskiego ten niepozorny, a niezwykle potrzebny kawałek materiału uległ zapomnieniu.

Co działo się później możemy wyobrazić sobie dzięki zapiskom z czternastowiecznych podręczników dworskiej etykiety: „zapewniam was, że ten, co wyciera nos w obrus, jest człowiekiem bez manier.” W 1530 r. Erazm z Rotterdamu napisał, że „osobie dobrze wychowanej nie uchodzi obcierania nosa rękawem”. Zaleca również korzystać z chusteczki.

Zanim jednak upowszechniła się higieniczna funkcja chusteczki, spełniała ona i inne role. Upuszczona była pretekstem do zwarcia znajomości, zapomniana stanowiła pretekst do odwiedzin. Darowana przez ukochanego, chowana była na piersi. Panowie chusteczkę otrzymaną od wybranki zatykali na kapeluszu, niczym pióro. Znamy filmowe sceny pożegnań na dworcach, gdy biała chusteczka powiewa w dłoni…

Chusteczki były też swego rodzaju wyróżnikiem społecznym. Wykonywane z tkanin różnej jakości, pięknie zdobione, nawet srebrną lub złotą nicią, czasem wymieniane były w testamentach. W XVI w. pojawiły się chusteczki koronkowe.

Dziewczęta wiejskie pod koniec XIX w. traktowały białą, dobrze wykrochmaloną i obrębioną koronką płócienną chusteczkę, jako pełniący funkcję dekoracyjną dodatek do stroju. Idące do kościoła lub pozujące do fotografii trzymały je w rękach obok książeczek do nabożeństwa i bukiecików kwiatów.

Zarówno chusteczki, jak i fotografie dziewcząt ze zdobionym kawałkiem płótna w dłoni, zobaczyć można w naszym Muzeum na wystawie „Na co dzień i od święta”.

Źródło: „Niezwykłe dzieje zwykłych rzeczy, Charles Panati, Warszawa 2004

 

Skip to content