Radomyskie „combrzenie”.

 

 

———

Zapusty to powszechnie okres zabaw, kuligów (jeśli zima pozwala), wesołości i biesiadowania. W Radomyślu na koniec karnawału, w każdą sobotę po tłustym czwartku, przed środą popielcową odbywała się zabawa przeznaczona wyłącznie dla zamężnych kobiet zwana „Comber”. Miejscem narodzin tego zwyczaju są średniowieczne Niemcy, a do nadsańskiego miasteczka przywędrował prawdopodobnie z Krakowa. Radomyskie „combrzenie” organizowało stowarzyszenie Kobiet, które posiadało własny statut zatwierdzony przez burmistrza w latach sześćdziesiątych XIX wieku. Zgodnie z nim podstawowym celem tej organizacji było wpisywanie młodych mężatek do grona dojrzałych kobiet, a także świadczenie wdowom pomocy materialnej, łagodzenie sporów małżeńskich, opiekowanie się sierotami itp.

Jedna z najstarszych mieszkanek Radomyśla, pani Gizela Krajewska (ur. 1920 r), aktywna po dzień dzisiejszy uczestniczka zabaw zapustowych wspomina: Nazwa comber pochodzi od tego, ze wówczas mężczyźni zabijali sarnę i kawałek mięsa, tzw comber był pieczony i stanowił przegryzkę do okowity. W trakcie zabaw mężczyźni nie mieli żadnego głosu, musieli tylko usługiwać kobietom i nie odzywać się. I to też były same starsze kobiety, ale co roku przyjmowały do swego grona młode małżeństwa. (…) Pierwotnie była to zabawa dla straszych małżeństw, ale z czasem osoby starsze wykruszały się, więc coraz więcej osób młodych przyjmowano do zabawy (…) Jeżeli chodzi o stroje przebierańców , to wszystkie są mojej własnej roboty. Sama je projektuję wykonuję i gromadzę materiały potrzebne do ich uszycia. W okresie zapustów należy się przebierać, aby odmienić ten czas, te dni zwane szalonymi…”

Współcześnie radomyskie „combrzenie” także odbywa się w ostatnia sobotę karnawału, przy suto zastawionych stołach z przygotowanym miejscem do tańczenia. Wstęp mają wyłącznie stowarzyszone kobiety wraz z mężami, które zostały osobiście zaproszone przez wójtową lub podwójtową.
Z kolei w zapustny wtorek (przed środą popielcową) radomyślanie są świadkami kolorowego korowodu tajemniczych postaci. Ich twarze zakrywają fantazyjne maski, a dłonie rękawiczki. Idąc w parach stanowią milczący orszak ślubny dla Maryny, która w ostatni dzień karnawału opamiętała się, że to już pora na porzucenie stanu panieńskiego. Kroczy więc na czele orszaku wraz z wybrańcem i trawiona pragnieniem rychłego zamążpójścia kieruje swe kroki do miejscowego Urzędu Stanu Cywilnego. Po ceremonii zaślubin orszak wraz z urzędnikami tańczy, a potem Maryna i jej mąż udają się do ośrodka zdrowia, a następnie do pobliskiego banku, aby uzyskać kredyt. Barwny korowód odwiedza także posterunek policji, aby zameldować się pod nowym adresem, aptekę i kilka sklepów. Przechodzący obok ludzie rzucają „parze młodych” drobne datki na wyprawkę dla dziecka.

Na podst.
Radomyskie Zasanie, Marek Adam Stańkowski, s.87. 
fot. Jakub Basara



                                                                    
Skip to content