Wielki PIĄTEK – Alleluja !

„W Wielki Piątek staliśmy na warcie przy grobie Chrystusa. W mundurach, w pasach, z toporkami przy bokach, a jeszcze szły zawody, na kim się lepiej wszystko lśni. To już na tydzień przedtem pucowało się kask i oficerki. Taki kask wyczyściło się porządnie popiołem, potem, śliną, potem suknem, to lśnił jak monstrancja, wyglądał w nią człowiek jak święty Jerzy czy może inny święty, nie pamiętam już, który chodził w kasku,

A znów oficerki najlepiej było sadzą ze śmietaną, a do glansu zajęczą skórką. Tylko że trzeba się było przedtem, nachodzić, żeby od kogoś tych oficerków pożyczyć. Bo nikt z chłopaków nie miał oficerków, mieli tylko gospodarze i to co bogatsi. Po czterechśmy stali, to osiem par potrzeba było, żeby warta mogła zmienić wartę, a do tego jeszcze nogi różne, to nieraz aż po innych wsiach chodziliśmy za tymi oficerkami, a i tak mało kiedy, żeby się na wszystkich dobrało. I musiało się nie raz stać w przyciasnych. Piekły, darły, drętwiałeś do kolan, a tu jeszcze ludzie przychodzili grób oglądać, to i nas oglądali i potem gadania co niemiara było po wsi, że ten stał krzywo, ten się kiwał, ten mrugał jak najęty (…)

Przychodził lany poniedziałek, to już od samego rana po chałupach się chodziło, gdzie tylko ładniejsza panna. Pokropiło się najpierw ojców trochę, bo tak wypadało, potem więcej córkę, ale tak samo nie dużo, żeby ścian świeżo bielonych nie pochlapać. Boby mogli na poczęstunek nie zaprosić jakby się ich zezłościło. To dopiero potem,kiedy przeszliśmy już te kilkanaście chałup i z łbów się nam kurzyło, o, wtedy to już na całego. Konewkami, wiadrami.Do kościoła która szła, czy z kościoła panna, czy mężatka, żadnej się nie przepuściło, A niektórą i pod studnię się zaciągnęło. Jedni ją trzymali, drudzy wodę wyciągali, panna piszczała, a myśmy się śmiali. (…)

A jajów święciło się u nas zawsze kopę. Malowało się pół na pół, w łupinach z cebuli na czerwono i w młodym życie na zielono. I zawsze ja chodziłem święcić, bo mi się wydawało, ze nikt tak nie oświęci. Wciskałem się tam, gdzie ksiądz zaczynał, żeby jak najwięcej kropel z kropidła padło, bo dalej, to ksiądz tylko machał, a mało co padało (…) co by to za Wielkanoc była bez święconych jajek. Może nie być placka, może nie być kiełbasy, ale święcone jajka muszą być. Zje się takie święcone jajko, to gdy nawet nie ma się z czego cieszyć, zawsze to Alleluja”.

Fragment książki „Kamień na kamieniu”, Wiesław Myśliwski, PIW, 1984.

Fot. Straże grobowe z terenu Podkarpacia,
fot. dr Andrzej Karczmarzewski

Skip to content