Kuśnierstwo

W Muzeum jeszcze do 18 marca br. prezentowana jest wystawa „RZE (miosło)” na której pokazane są rzemiosła rozwijające się w okolicach Rzeszowa.

Część w/w ekspozycji poświęcona jest zawodom zajmującym się obróbką skóry, takim jak garbarstwo, szewstwo czy kuśnierstwo.

Najprężniej w naszym regionie, w kontekście rzemiosła skórzanego rozwijał się ośrodek skupiony w okolicach Świlczy.

Ustalenia badaczy pozwalają jednoznacznie stwierdzić, że w początkowym okresie jeśli chodzi o rzemiosło skórzane umiejscowione na wsi: „(…) wiejski garbarz był jednocześnie szewcem, a szewc garbarzem. Nazwy tych zawodów określały po prostu skórników, pod którymkolwiek bowiem mianem występowali oni w źródłach, w każdym przypadku trudnili się tak samo wyprawą skór, jak i wyrobami z niej”. [1]

Ciężko z perspektywy czasów określić status majątkowy i społeczny osób zajmujących się rzemiosłem skórzanym. Ks. Walenty Jasionowski przedstawiając pozycję ekonomiczną świleckich garbarzy, pisał: „Dopóki nie było przemysłu maszynowego, garbarstwo przynosiło miejscowym rzemieślnikom znaczne dochody, tak że garbarze lepiej sytuowani byli niż najbogatsi kmiecie. Garbarze przeważnie wykupywali grunty utracjuszy kmieci. Dumny kmieć uważał sobie za szczęście wydanie córki za garbarza lub odwrotnie”. [2]

Podobnie wyglądała praca kuśnierzy. Oni również pierwotnie zajmowali się wyprawianiem skóry, z której później wykonywali kożuchy, serdaki, futra, czapki czy rękawice, także własnoręcznie je zdobiąc. Najprawdopodobniej z powodu wysokich cen owych produktów istniały grupy ludzi zajmujących się wtórnym handlem tymi wytworami. Tak o nich pisał m. in. Jan Słomka w swoich „Pamiętnikach włościanina”: „Kuśnierstwem trudnili się Żydzi, ale tylko naprawiali stare kożuchy. Mianowicie przez lato skupowali stare kożuchy i łatali je u siebie, a pod zimę wynosili na miasto i sprzedawali. Kupowali po reńskiemu, po dwa reńskie, sprzedawali poprawione po 5, 6 reńskich.

Stary kożuch był zwyczajnie zawszony, bo zwłaszcza każdy parobek czy pastuch w tym samym chodził i spał, więc Żyd, kupując taki kożuch, pytał zwykle: „Ile chcecie za tego wszorza”, a przy tym potrząsał nim i trzepał przy gospodarzu. Na to gospodarz odpowiadał „Masz czas, to go wyiskasz” i starał się z ceny nic nie spuszczać.

Rzadziej się praktykowało, że starego kożucha nie sprzedawali, ale dawali kuśnierzowi do reperacji albo kuśnierza wzywali do siebie do domu i zostawali przy swoim kożuchu. Kuśnierze naprawiali też sukmany i żupany, kamizele poprawiane były w domu przez kobiety. Odzież była nieraz bardzo połatana, łata na łacie – w tym chodzili, aż się zupełnie zdarła, a do nowego się nie brali.” [3]

 

Monika Zydroń

 

[1] Rzemiosło skórzane w Świlczy (XVII- XX w.), Artur Szary, materiał przedstawiony na konferencji pt. „Zapomniane przemysły i rzemiosła”, Rzeszów 2001

[2]j.w.

[3] „Pamiętnik włościanina” Jan Słomka, Rozdział IV, Kraków 1929 r.