Muzykanckie wspomnienia Władysława Jantasa

W 1968 roku, po raz pierwszy Władysława Jantas, mimo ze był początkującym klarnecistą, zaczął grać na klarnecie w kapeli – „bo mnie to cieszyło…” – wspomina.

Kapela Jeleniów była bardzo popularna w okolicy, toteż często zapraszano ją na różne koncerty i przeglądy. Jednym z pierwszych koncertów był 2 tygodniowy wyjazd do Warszawy (1968 rok). Wówczas koncertowano w Konstancinie w ośrodku dla osób niepełnosprawnych. Koncerty plenerowe z udziałem kapeli, zawsze ściągały ogromne rzesze słuchaczy.

Władysław  Jantas i jego żona Krystyna (z domu Jeleń) pamiętają także potańcówki organizowane pod domem. Schodziła się rodzina, sąsiedzi, muzykanci, na stole pojawiała się kiełbasa i flaszeczka wódki i zabawa toczyła się w żywiołowym, beztroskim rytmem.  Towarzystwo zabawiał też często na akordeonie Cesiek Kociołek. Kapela zaznaczała swoją obecność w środowisku także poprzez zaangażowanie w sprawy parafii, stanowiąc oprawę muzyczną dla wydarzeń z życia kościoła.  Była również bardzo często zapraszana na wesela od najbliższych okolic po Nowy Sącz, ale jej popularność zależała nie tylko od umiejętności muzyków tworzących zespół, ale także podyktowana była brakiem kapel i muzyków.

W wieku ok. 16 lat, Władysław zaczął grać po weselach. „Dziadek (Wiktor Jeleń) zaczął mi pierwszy głos grać,  a ja chyciół drugi… i tak mi mówi: „ściebie coś bedzie”. Później jesce grałem… z iloma saxofonistami, z iloma klarnecistami i harmonistami…z harmonistami to chyba z trzynastu albo czternastu”.

Aby zamówić kapelę „przychodził pan młody, czy pani młoda, dawała zadatek. Na wtedy…, na wtedy… chłopy żebyście byli… dawniej nie jeździło sie na wesele samochodami, tylko końmi i to takimi wozami rozlezionymi… klarnet  wpadł  mi pod wóz, był przejechany  w błocie, tak się zrobiło (klarnecista pokazuje literę V) i gra do tej pory. W międzyczasie żona Władysława Jantasa, Krystyna pokazuje nam zdjęcia.  Wśród fotografii  znajduje sie zdjęcie orkiestry dętej działającej przy kościele w Jodłowej, w której Władysław Jantas doskonalił swoja grę. Orkiestra powstała z inicjatywy księdza dziekana Mleczki.  Władysław  Jantas wspomina atmosferę wesel z lat 70-ych.

 „Ja stąd chodziłem do Jodłowej z saxofonem tenorem. Saxofon waży z futerałem 14 kg,  ale brałem se tez pasek od spodni, na ramię i szedłem. Ta m w Dębowej my sie umówili na przystanku i tam dopiero z Dębowej trza było iść do Cynyj (Czarnej???), albo…. No to się robiło nie raz 16 i 20 km piechotą (…) Raz wstałem o godzinie czwartej, tak lało, że świata bożego nie widać, a ja obiecał, ze mam być na 7.00 godzinę w Dymbowy. No to ubrałem sie jakżem mógł, wór foliowy na plecy, na futerał, z nawozów, żebym nie przemókł. Ale wór chwyciła gałąź, rozdarła. Do młodego niczym my doszli, to ja już byłe przemoknięty… Zachodzimy, Cyrno (Czarna??), na pewno. chałupa pod strzechom ma być. No to jest.  Zachodzymy jest dwóch dziadków starych. Jeden siwy, drugi jeszcze siwszy (…) to chyba nie tu! To musimy dzie indzi iść. Jo sie pytom – dziń dobry, dziń dobry, bo jo był najstarszy z nich. Dziń dobry. Panie, trafiły my dobrze? Stąd sie ma jakiś gościu żynić? No jo, pan młody.  Se mysle, zeby cie ślag trafioł. Jo zem miol juz dwoje dzieci, a on jest pan młody. U mnie nie ma, bo już rozwalona, ale była taka stara kuchnia, co można sie było położyć (…) Łon mówi: jo wiem o co chodz. Rozbirejcie się, tu snurki wisom, a poliło sie w tej kuchni po (wyraz niecenzuralny), to sełachy wysusycie. Ale znoł sie na zeczach, dwie flachy wódki na stół, kiłebachy takie dwa peta przyniósł, a chleba tak odrobinke, po kromecce. Łon wiedzioł ze lepso kiełbasa jak chlyb. I zjedli my to, wypili my jedna flache, za chwile drugą (…) No to, zaczęli my drugą. No łachy suche, nonto ubiromy sie.  Zacynajo sie goście schodzić, a my    w majtkach siedzieli, bo przemoknięci do nitki. (…) przestało loć, to sie goście schodzo, no to trza grać, łodgrywka. No to, temu to, temu to, temu to… Jesce cekajo na jednego jakiegosi tam. Jest. No to idziemy. Z Czerny sło sie na piechote 3,5 km bez lasy, bez paryje. Trza było iść, śpiywać i grać. No to katastofa. No ale później jak on sie łozyeniół, no niech sie łożeniół, no ale dobrze. Nie chce sie pani tu iśc kawołek popatrzeć jaka tu jest paryjka, zaraz łod chałupy… A tam była 3 razy większa  w spód, a na samyj górce mieli chałupe pustą, wynajetą i tam głoście tancowali (…) A tam bitka. Tak się pucują, kołki, śtachety, co ino. Podłogi sie chycili tu , dzie tańcowalio. Przeszedł  z takim dziubokiem, chcioł zdzierać podłoge. A tam jak mu który zapierniczył w karczuś- leży. No to go wynieśli. Tu ciemno jak… To sie pobili, no ni ma nikogo do tańcowania.  Jo mówie, chłopie końcymy granie, bo ni ma dlo kogo grać. Za darmo bedziemy grać? Przecież  szkoda grać. No to my się podzielili tymi pięniadzmi, co w bębnie  Jasiek nazbiroł …. W bębnie „dziurka była specjalna. Nie było jak teraz. Teraz mają takie dźwiczki, ze mozna se reke włożyć i wyciągnąć. Bo grałem i z takimi gościami… Jo godom, zebymy ino psesli. Jo to był wtedy najstarsy z nich. Nie wiedzą którędy my śli. Jo godom: tedy w dół, bez te paryj, do drugiej chałupy. No prześli my. No, młody jest, spotkali my go (…) Wpół do trzeciej do dnia było po weselu”.

Był to rok 1975 -76.  W tych latach muzykanci weselni za każdą odgrywana melodię pobierali opłatę. Stawał przed kapelą, wrzucał pieniądze do bębna, śpiewał, a do muzykantów należało odegrać zaśpiewaną melodię. Zebrane pieniądze dzielono wśród członków kapeli po równo. Ale zależało też z kim sie grało. W 45 -letniej pracy muzykanckiej Władysław Jantas spotkał się tez z harmonistą, który korzystając z chwili przerwy w grze, co chwile wkładał rękę do bębna i wyciągał pieniądze.

Z tamtego okresu zachowały się w starym futerale po klarnecie zapisy nutowe na klarnet   z których korzystał Władysław Jantas. Znalazła się też książeczka z czasów służby wojskowej  z orkiestry dętej z napisem: ŁBWOP Lubań Śląski (dla potrzeb dokumentacji dla Muzeum wykonane zostały fotografie). „Gdy Jacek Ćwikła, nauczyciel muzyki, dyrektor szkoły podstawowej w Jodłowej, a zarazem obecny kierownik i inicjator reaktywowania zespołu  i kapeli „Jodłowianie”) ujrzoł tę książeczke u mnie, a juz studia (muzyczne) skońcuł, a jo przecies nie mom studiów, jak ujorzł (…) większą część nut z których Władysław Jantas korzystał, przekazał Jackowi Ćwikle – załozycielowi Kapeli Jodłowianie w Jodłowej.

Materiał zgromadziła i opracowała:

Emilia Jakubiec-Lis

Materiał MP3:

Zdjęcia: