23 kwietnia – Św. Wojciecha i Jerzego

Tego dnia zwykle kończono wszystkie ważniejsze prace w polu (rozpoczęte w Zwiastowanie). W praktyce gospodarczej oznaczało to zakończenie okresu wiosennego. Dowodem na to są słowa zapisane w księdze sądowej Wsi Czarna k. Łańcuta;

„Nakazuje namiestnikom, aby Ci tkacze, którzy na trzydniowych zagrodach siedzą, aby tylko w lecie, zacząwszy od dnia i święta św. Wojciecha, aż do dnia św. Marcina, odrabiali pańszczyznę…”

Uważano, że tego dnia rozpoczyna się „małe lato” (maj).  Wierzono, że 23 kwietnia moc mają istoty z „innego świata”, np. czarownice. Dlatego niektórzy gospodarze ciągle kręcili się po obejściu, pilnując aby jakaś obca kobieta nie ukradła niczego, co mogłoby posłużyć jej do praktyk  (w zasadzie mogło to być wszystko, kołek, słoma, drewniana trzaska,). W Gwoźnicy Górnej czarownice rzekomo nabierały wody ze studni, aby ją zepsuć. Chodziły również o świcie po miedzach zbierając rosę końską uzdą i mówiły:

 

„Zbieram pożytek, ale nie wszytek”

 

Potem szły do stajni, wieszały uzdę i doiły z niej mleko. Gospodynie, aby te czary odwrócić, czyniły podobnie, ale mówiły:

 

„Brała pożytek, ale nie wszytek, a ja niestatek biorę ostatek”

Był to dzień, w którym po raz pierwszy po przerwie zimowej wypasano bydło. Było ono w fazie przejścia, a więc zagrożone przez złe moce. Bydło okadzano zielem poświęconym w święto Matki Bożej Zielnej lub podczas Oktawy Bożego Ciała. W Gwoźnicy Górnej, aby uchronić bydło przed urokiem, zakopywano róg pod żłobem. W Lubeni zmuszano krowę by się położyła, gospodyni spluwała jej na ogon i rogi i mówiąc: „na psa urok” a następnie wycierała zwierzę rąbkiem koszuli. W Jasionowie gospodyni przechodziła przez dziewięć miedz licząc od 9 do 1, zbierała z każdej trawę, którą później karmiła krowy.

Św. Wojciecha uważano za pogromcę czarownic, dlatego tego dnia wykonywano wiele czynności, które miały przeszkodzić czarownicom. W Turzym Polu gospodyni zawijała powązke (ścierkę do cedzenia mleka) w gałkę i wbijała w nią szpilki, a następnie przed północą gotowała. Po tych zabiegach czarownica miała w boleściach zjawić się pod oknem.

W Trześniowie gospodarz przeciągał po grzbiecie konia kreta, aby koń był okrągły, tłusty i ładny. W Ropczycach w tym celu wieszano kreta nad wejściem do stajni. W Szkodnej gospodyni chciała jak najszybciej wyprowadzić krowę i prowadziła ją po miedzach dookoła swoich pól – aby mleko miało dużo śmietany (w ten sposób odbierała ja sąsiadkom).  W okolicach Przeworska podobne zabiegi miały spowodować dobry udój oraz wydajność masła.

Tego dnia również wróżono. Uważano, że deszcz tego dnia oznacza ciepła wiosnę, grzmot wczesną wiosnę, a rajkotanie żab wiosnę zimną. W okolicach Kolbuszowej mówiono:

 

„Deszcz na Wojciecha pada, co trzecia kopa siana przepada”

Uważano, że jeżeli tego dnia żyto będzie tak wysokie, aby się w nim schowała wrona, to oznacza, że będą dobre plony. W Lisznej uważano, że tego dnia z ziemi wychodzą węże.

Ilustracje pochodzą z publikacji Andrzeja Karczmarzewskiego „Ludowe obrzędy doroczne w Polsce Południowo-Wschodniej”, Rzeszów 2011.

 

Skip to content